Skip to content

MotoMuzea

Historie na czterech kołach.

Menu
  • Strona Główna
  • Muzea
    • Muzeum Motoryzacji i Techniki Zamek Topacz
    • Muzeum Motoryzacji Wena – Oława
  • O nas
  • Kontakt
Menu

Muzeum Motoryzacji Wena – Oława

Posted on 9 sierpnia, 20259 sierpnia, 2025 by admin

Muzeum stworzone przez pasjonata. Pełne samochodów niosących historię nie tylko założyciela i jego ojca, ale też tych wszystkich osób, których życia były udziałem. Przy wjeździe powitał mnie uśmiechnięty chłopiec, który poprosił abym jechała prosto. Za bramą rozpościerał się duży parking usytuowany między halami pomalowanymi w kolorowe pasy. Gdy tak podążałam przed siebie zgodnie ze wskazaniem chłopca przejął mnie Pan na rowerze i przy jego asyście podjechałam pod konkretne miejsce. Poczułam się zaopiekowana od samego wjazdu. Ważne. Szczególnie gdy odwiedza się miejsce często uczęszczane a tak jest w tym przypadku. Przed wejściem kłębił się tłum. Jedni oddawali się konsumpcji w punkcie gastronomicznym w klimacie PRL, inni wchodzili albo wychodzili. Dodam, że nie odnotowałam osób o wyrazie twarzy dalekim od zadowolenia.

Wewnątrz przykuły moją uwagę schody prowadzące na coś w rodzaju tarasu widokowego. Świetny pomysł. Można tam było usiąść przy stoliku albo po prostu przewiesić się z ogromną radością przez barierkę. Widok, który podziwiałam był bezcenny. Pełna hala samochodów, ludzi, dźwięków. Tętniące życiem miejsce, w którym zapaleńcy motoryzacji z uśmiechami i fascynacją przyklejoną do twarzy krążyli od auta do auta. Dużo nostalgii, pokazywanie sobie nawzajem aut, które się zna lub właśnie widzi po raz pierwszy w życiu. Przykuła mnie ściana dedykowana maluszkom. Różne wersje, a wśród nich intrygujący Burro. Model, który jest połączeniem Fiata 500 i Fiata 126 p. Przekazany do Muzeum przez prywatnego właściciela. Wyprodukowany w 1988 roku w ilości trzydziestu egzemplarzy. Cieszył oko tak, że nie mogłam go od niego oderwać.

Jak już nacieszyłam się tym widokiem tętniącego serca motoryzacji przyszła pora na przekroczenie bramek. Uśmiechnięta Pani zeskanowała bilet i mogłam zanurzyć się w klimacie aż po czubek głowy. Warto bilet zakupić sobie wcześniej za pośrednictwem strony internetowej muzeum. Nie będziecie tracić czasu na stanie w kolejce.

Nie będę tutaj podawać, ile aut ma to miejsce, jako że muzeum żyje i jestem przekonana, że za chwilę będzie ich jeszcze więcej. Najważniejsze, że znajdują się tutaj naprawdę wyjątkowe egzemplarze takie jak na przykład NSU Ro 80. Jedna z tych smutnych historii świetnej myśli technologicznej. Auto, które wyprzedziło swoje czasy i niestety w związku z tym, że świat nie był gotowy pozostało w wersji unikatowej. Silnik Wankla ze swoimi usterkami oraz półautomatyczna skrzynia biegów Fichtela & Sachs`a nie pomogły temu modelowi. Nie pomógł też ponadczasowy design ani innowacyjność. Sukces nie był mu pisany. Tym bardziej warto go było zobaczyć w muzeum właśnie. Zawsze mnie cieszą takie perełki. Pojazd, które ma duszę, pazur i intrygującą linię nie zestarzał się nawet o minutę. Nie wylądował na śmietniku. Żyje, jeździ i wygląda jakby właśnie go wypuszczono z hali produkcyjnej.  Za takie właśnie egzemplarze odczuwam głęboką wdzięczność pasjonatom, którzy dają im drugie, może nawet wspanialsze życie.

W kolekcji można znaleźć szereg pojazdów, które wylicytowano na aukcjach. Unikatów celowo pozyskanych dzięki determinacji pasjonatów. Znajdziecie tu również egzemplarze, które pokonały trasę z fabryki do stodoły i nigdy z niej nie wyglądały na świat aż do teraz. Teraz natomiast świecą lakierem z radości, że zamiast wśród kłosów albo złomu stoją dumnie tam, gdzie tętni życie.

W muzeum wydzielona jest też część poświęcona PRL`owi za którego absurdami gdzieś podskórnie tęsknimy. W samym centrum można także skorzystać z drugiego punktu gastronomicznego. Tutaj ogromnie rozbawiła mnie Pani, która dowoziła eklery na metalowym wózeczku dzwoniąc dzwonkiem od roweru przymocowanym do rączki.

W autobusie ogórku można było obejrzeć film o czasach wiecznie żywych w naszych wspomnieniach. Coś na kształt kroniki filmowej dla wszystkich żądnych wrażeń. Można przysiąść i zanurzyć się w nostalgii na temat kolejek po papier toaletowy i pralkę Franię.

To jedno z tych miejsc, w których czuć pasję. W którym ratuje się auta dla nich samych a nie po to, aby zarabiały wyglądając. Te auta jeżdżą, mają rejestrację. Nie tchną pająkami, a jak tchną to celowo.

Jakie są moje wrażenia? Warto. Naprawdę warto. Co ważniejsze pojechać nie raz a regularnie. Czytając różnego rodzaju doniesienia o tym miejscu nie mam nawet cienia wątpliwości, że co roku będzie można tam zobaczyć coś zupełnie nowego. Odzyskanego. Uratowanego od zapomnienia.

Ważne, że muzeum oprócz samej aktywności muzealnej jest też miejscem różnego rodzaju działań. Organizowane są warsztaty, zajęcia, spotkania. Najważniejszą inicjatywą właściciela, o której należy wspomnieć jest „Rajd Koguta”. Odbywa się co roku w okresie Bożego Ciała. Ma na celu zebranie środków na leczenie dzieci. Czemu Koguta? W herbie Oławy taki kogut egzystuje więc patronuje również rajdowi.

Warto? Jak najbardziej!

Tak na koniec… pozdrowienia dla Ministra Leszka 😉

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© 2026 MotoMuzea | Powered by Superbs Personal Blog theme